13 lat spędzonych ćwicząc. 365 dni w roku, bez prawie ani jednego dnia przerwy. Codziennie spędzonych od 6 do 8 godzin doskonaląc się. Chcąc im pokazać że się mylili, że byli w błędzie, mówiąc mi że nie warto marzyć... Śmieszne, że 5-letnia dziewczynka postawiła sobie cel, który nawet dla dorosłych jest wyzwaniem. Mimo tylu poświęconego czasu, nie jestem dalej perfekcyjna. I zresztą nigdy nie będe. Nawet nie chce być doskonała. Robiąc błędy stajesz sie lepszy. Tata zawsze powtarzał mi "Gdyby ludzie byli idealni, było by nudno. To błędy sprawiają że możesz dokonać niesamowitych rzeczy". Po przeczytaniu książki "The secret" Rhonda Byrne, uwierzyłam jeszcze bardziej. Śmieszne, że jedna książka tak może obrócić twoje życie o 360 stopni. Że możesz pokochać ludzi od tak. Nie moge chyba narzekać na moje życie. Mam mame, duży dom, znajomych, pasje... Ale jednak dalej ciągle mi czegoś brakuje. Nie wiem czym jest to spowodowane śmiercią mojego taty, czy brakiem poparcia moich marzeń ze strony mamy. A może brakiem PRAWDZIWEJ przyjaźni, którą inni mają od najmłodszych lat? Tak szczerze to mam bardzo dużo znajomych. Jestem dość popularna w szkole, ale inni chcą sie ze mną przyjaźnić tylko i wyłącznie dla tego. Powiem wam, że ja tam nie pasuje. Kiedy oni znęcają sie na młodszych i słabszych, ja w duchu modle sie do Boga żeby sobie poszli a ja mogła pomóc tej pokrzywdzonej osobie. Niecierpie gdy ktoś się nad kimś znęca. Czasami mam ochote im powiedzieć żeby do cholery przestali, ale gdybym to zrobiła moje życie delikatnie mówiąc było by piekłem. A więc obecnie mamy styczeń,a ja siedze już sama jak kołek pod salą od zajęć aktorskich i czekam na moją kolej do przesłuchania jakiegoś ponoć "ważnego" występu. Więc tak siedze w żółto-brązowym, szerokim korytarzu mojej artystycznej szkoły i czekam na moje nazwisko. Czuje jak powoli mój żołądek robi sobie zabawe w moim brzuchu a ręce zamieniają się w galarete. Po chwili widze jak ktoś otwiera ciężkie, ciemnobrązowe drzwi, charakterystyczne dla mojej szkoły, z których wychodzi łysawy mężczyzna po 40'stce, z kilkoma kartkami ręce (pewnie nazwiskami innych uczniów, tak myśle). Podchodzi do mnie powolnym krokiem i mówi -Panna Gomez, tak? Proszę wejść. Poprawiłam swój
sweter, ostatni raz sie przeżegnałam i weszłam do środka. "Jak nie teraz, to kiedy? Nie ma potrzeby się bać" pomyślałam.
Mamy już prolog! :) c: Piszcie czy wam sie podoba, jeśli ktoś będzie chciał czyta to możecie podać wasze twittery na których moge was powiadamiać o nowych rozdziałach. Much love xx
Wow Zajebiste!!:)
OdpowiedzUsuńCzekam na następny wpis.Mój blog o 1D: http://loveeexonexdirectionxxx.blogspot.com/
Pozdro!Sylwia.